"Hopelyn Watson proszona do profesor McGonagall" powiedział Lee Jordan w pokoju wspólnym Gryfonów.
-Naprawdę nazywasz się Hopelyn?- zapytał rudy Weasley.
-Tak, Fred, po 5 latach mógłbyś się nauczyć.
-Ty też, jestem George!
-Nie prawda, jesteś
Fred.- powiedziała Hope z uśmiechem. Siedzieli na kanapie w wierzy
Gryffindoru. W pokoju nie było za dużo osób, jedynie Weasley'owie, Lee,
Harry i Hermiona. Hope podniosła się z kanapy i zapytała Jordana:
-Gdzie jest McGonagall?
-W swoim gabinecie, Hopy.
-Że co?!
Usłyszała śmiech Rona, Hermiony i Georga. Popatrzyła w stronę Freda. Ten nic jednak nie powiedział, był zaskoczony. Lee odparł:
-Widzisz Hopy, tak kończą zdrajcy w Gryffindorze. Jakim cudem nie trafiłaś do Slytherinu? Jak przekupiłaś Tiarę?
Hopelyn prychnęła i
wyszła z pokoju. Bardzo zdenerwowana tym zdarzeniem, poszła do Minervy
McGonagall. Zapukała w ciężkie drzwi, zza których było słychać
podniesiony głos Landryny i profesor transmutacji. Drzwi gwałtownie się
otworzyły, a zza nich wyjrzała rozjuszona różowa dama. Powiedziała:
-Och, dobrze cię widzieć Hopy.
Dziewczyna weszła do gabinetu Minervy i zamknęła drzwi. Profesor transmutacji podeszła do rudej dziewczyny i zapytała:
-Hopelyn Watson,
członkini Gryffindoru i uczennico Hogwartu, zostałaś wezwana do mojego
gabinetu w bardzo ważnym celu. Kiedy przyjdzie Albus, zaczniemy nasze
przesłuchanie.
Przesłuchanie? W jakiej
sprawie? Dolna warga Hope zaczęła niebezpiecznie drżeć, a jej nogi
zrobiły się jak z waty. Popatrzyła na Umbridge, jednak landryna nie
zdradzała żadnych szczegółów. Mijały minuty, jedna po drugiej. W końcu
do gabinetu wkroczył dyrektor szkoły, ciągnąc za ucho Freda i George'a.
Dobroduszny śmiech Bumbledore'a lekko złagodził atmosfere, jednak potem
zwrócił się do rudej Hope:
-To za tobą przyszli, prawda panno Watson?
Dziewczyna lekko się zmieszała i cicho odparła:
-Nie prosiłam ich, profesorze...
-Wierzę Ci, wierzę-
uśmiechnął się do dziewczyny i wypuścił Weasley'ów, po czym przegonił
ich z gabinetu do innej części szkoły. Odwrócił się do kobiet z poważną
miną i poczekał, aż Minerva zacznie mówić.
-Albusie, zawołałam
Hopelyn, ponieważ doszły mnie słuchy do niejakiej zdrady dziewczynki z
Gryffindoru i demoralizacji przez profesor Umbridge.
-Och, nie opowiadaj głupstw o mnie i Hopy, Minervo.
Sprawa toczyła się
dalej. Zakończenie konfliktu ku zadowoleniu Hope było takie, że Albus
wyraził swoją pogardę w stosunku do Różowej Landryny, a pochwalił Hope
za godne zachowanie, po czym odparł, że to nie wina dziewczyny, tylko
ciotki, która wpajała jej nienawiść do Pottera. Może nawet miał rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz